GATWICK - SOSUA
Niedziela, 10 lutego 2008r. Dzień drugi.
Z Gatwick wylatujemy punktualnie o 11:30. Planowany czas lądowania na Dominikanie - 16:45 czasu ... tropikalnego. Na samym wstępie dostajemy kocyk, poduszkę i słuchawki. Dwa posiłki. Pierwszy 2 godziny po starcie. Drugi dwie godziny przed lądowaniem. Woda do picia ogólnie dostępna.
Nasz samolot to Boeing 737-300. Wygląda na strasznie stary, zwłaszcza od środka. Fotele w nie najlepszym stanie. Nie mamy indywidualnych monitorków przed nosem. Są tylko dwa większe umieszczone w górnej części samolotu, tuż nad przejściami. I jeden pośrodku, na ściance działkowej. Załoga obiecuje, że w drodze powrotnej to się zmieni - kłamali ...
Im bliżej Dominikany, tym żywsze kolory nieba. I tym większy niepokój. Najbardziej przeraża mnie sam moment przyziemiania ...
Kiedy po raz pierwszy leciałam samolotem, nie czułam strachu. Lęk pojawił się później. Wszystko za sprawą nieprzyjemnego lądowania w Meksyku. Samolot zataczał kręgi nad lotniskiem ... kończyło się paliwo, a koła nie chciały się wysunąć. A kiedy w końcu to się udało, maszyna nierówno podeszła do lądowania i mocno grzmotnęła w betonową płytę lotniska. Tego się nie da zapomnieć!
Tym razem wybraliśmy inną część kraju. Wcześniej zawsze lataliśmy do Bavaro. Widok portu lotniczego w Punta Cana wyłania się z mroków pamięci jako drewniana, pokryta palmowymi liśćmi, urocza szopa. Uśmiechnięte, kolorowo ubrane dziewczyny nikomu nie odpuciły wspólnej fotki. Muzyka na żywo pozwalała na chwilę zapomnieć o zmęczeniu. Oczywiście zdjęcia z Karaibkami można było kupić wracając, a do kapelusza leżącego przed grającym zespołem najlepiej było coś wrzucić ...
Kliknij, aby przejść do części trzeciej.
Więcej zdjęć na dominicana.com.pl