Wszedzie ich pelno: zolte budynki i czerwonym napisane Caribe Expreess. Jesli nie ma to patrzec na kurs wszystko co w granicach 45,60 pesos za dolara to bardzo dobry kurs. Tylko na lotnisku nie wymieniac tam albo 41 albo 43 peso za dolara a to juz ogromna strata.
Skoro skończyłem urlop to napiszę kilka słów o hotelu. Wakacje tam uważamy za bardzo udane pomimo, że to nasz pierwszy pobyt w Dominikanie i nie mam punktu odniesienia. Rzeczywistość niewiele odbiega od dostępnych opinii i opisów choćby z oficjalnej strony hotelu, w związku z tym nie będę się o tym rozpisywał. Goście zakwaterowani w części Palace mogli korzystać do woli z restauracji położonych Beach, odwrotnie nie – za wyjątkiem barów przy plaży i basenach. Pokoje czyste, zadbane. Piękna zieleń. Personel uśmiechnięty, uprzejmy. Do zalet położenia hotelu uważam niezbyt odległe położenie od lotniska – dojazd ok. 50 min., bliskość „portu” Bayahibe skąd wyrusza zdecydowana większość morskich wycieczek na wsypy, nurkowania itp. Nie trzeba się wcześnie rano zrywać na nogi i wraca się do hotelu jako jeden z pierwszych. Za płotem hotelu niewielka miejscowość w sumie 2-3 poprzeczne ulice z domami- willami niczym z polskich nadmorskich kurortów- na dole sklepy, knajpki, apteka, na I i II piętrze apartamenty. Piękna plaża, możliwość korzystania bezpłatnie ze sprzętu pływającego. Jeżeli do ok.10 nie zajęło się leżaków to trudno było znaleźć wolny leżak chociaż nie było to niemożliwe. W kierunku zachodnim plaża kończyła się przechodząc w skaliste wybrzeże ciągnące się ze 2 km do przystani- portu Bayahibe, na wschód można było powędrować ze 3-4 km, gdzie kończyły się tereny hoteli a zaczynała się dzicz czyli dla mnie dżungla. Piękne baseny, najciekawszy był na końcu ośrodka przy restauracji La Roca. Ona też była najciekawsza na tym terenie, chociaż wybór posiłków był znacznie skromniejszy niż w tej dużej „ fabryce” w centrum hotelu. Za to położenie nad brzegiem morza, mniejsza ilość osób a co za tym idzie spokój rekompensowało wszystko. Ja z małżonką gustujemy w rybach i owocach morza a na ich wybór nie można było narzekać. Restauracja wydawała śniadania i obiady dla wszystkich, kolację trzeba było rezerwować, ponieważ wieczorem przemieniała się w restaurację „a la carta” serwującą kuchnię śródziemnomorską. Kolejna restauracja „a la carta” meksykańska była w remoncie, w restauracji 27 z kuchnia fusion nie byliśmy. Od 19 do 7 rano otwarta kameralna pizzeria z barem – a jak. Jako, ze to to hotel prowadzony przez Włochów tych było najwięcej, później Francuzi, Kanadyjczycy, Amerykanie, Niemcy, Polacy. Dużo Włochów mieszkało za hotelem – ostatniego wieczora zafundowali nam koncert. Balkon pokoju wychodził właśnie na plot obrośnięty sięgającym II pietra bambusem i uliczkę za hotelem. Tam w jednej z knajpek odbył się koncert jednego Włocha, który przepięknie śpiewał. Podkład miał co prawda z komputera czy czegoś tam, ale głos i repertuar sprawił prawdziwą przyjemność, więc siedzieliśmy przy winie do północy.
Na razie tyle. Pozdrawiam.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum