Wysłany: 12-03-2011, 23:22 Ok 1,1% seksturystów zaraża się w Dominikanie wirusem HIV
Ok 1,1% seksturystów zaraża się w Dominikanie wirusem HIV
Seksturystyka rozkwita w tropikach. Z dala od znanych kurortów, w których każda lubiąca uprawiać skoki w bok mężatka może się z bólem przekonać, jaki świat jest mały, spotykając niespodziewanie swoich sąsiadów w momencie, gdy ona właśnie obściskuje się z obcym, seksownym Latynosem. Turystyczny seks uprawia się w ukryciu, ale jednocześnie na „pełnym gazie”, bez odmawiania sobie rozkoszy, których pod małżeńską kołdrą ciężko doświadczyć. A pikantności całej sprawie dodaje fakt, że ten sekswypad trzeba utrzymać w tajemnicy – po powrocie do domu tym bardziej. I może dlatego to tak kręci.
O pokątnej seksturystyce mówi się – ku niezadowoleniu urlopowiczek pławiących się w słońcu i pocałunkach zagranicznych kochanków – jednak coraz więcej. Pierwsze sygnały o tym zjawisku pocztą pantoflową przedostawały się do mediów jakieś 30 lat temu, jednak to ostatnia dekada najmocniej nakręciła koniunkturę seksturystyki. Krajami najczęściej odwiedzanymi w celu zaliczenia wakacyjnej miłości są m.in. Grecja, Turcja, Tajlandia, Kuba, Karaiby. I wiele, wiele więcej. W ciągu tego ćwierćwiecza z usług urlopowych kochanków skorzystało ok. 600 tysięcy tylko Kanadyjek – a wiele z nich zdążyło powtórzyć takie wypady już kilkakrotnie. A aż 80 tysięcy Europejek i mieszkanek północnej Ameryki ląduje w tym celu co roku na Jamajce. Ciekawe są tez pseudonimy seksturystek, które ukuli dla nich egzotyczni kochankowie. Białoskóre, spragnione niezobowiązującej miłości Europejki określa się jako „żółte ogony” lub „długie ogony”, czasem tez jako „Shirley Valentine”, „hanky-panky” (w wolnym i bardzo delikatnym tłumaczeniu: kurewki), „butelki mleka”, „latające cipki”.
Nie wszyscy chcą zapłaty za seks na zawołanie. Egzotyczni kochankowie często z satysfakcją zadowalają się fundowanymi przez sponsorkę obiadami czy kolacjami, drinkami w barze lub upominkami. A przede wszystkim mieszkaniem z nią w wynajmowanym pokoju hotelowym. Za darmo. Niektórzy jednak wysysają z seksturystek tyle, ile się tylko da – bo to zajęcie jest przecież „pracą sezonową”, czasem tak intratną, że jej pozytywne skutki finansowe egzotyczni żigolacy „odczuwają” jeszcze przez wiele kolejnych, powakacyjnych miesięcy. A najłatwiej jest ściągać zapłaty z kobiet, które nie są zbyt atrakcyjne i jednoczesnie najbardziej spragnione zainteresowania – one potrafią zrobić dla muskularnego Murzyna wszystko. A już tym bardziej zostawić w jego kieszeni połowę zawartości swojego portfela, byleby je adorował przez cały urlop.
Dla jednych jest to prostytucja, dla innych zwykła małżeńska zdrada, a dla pozostałych – porządny wakacyjny reset życia pełnego wchodzących na głowę dzieci, niezbyt aktywnego w łóżku męża i image'u kury domowej pracującej tak naprawdę na dwóch etatach. Nieszkodliwy skok w bok, który sprawia, że seksualne akumulatory szalejącej na wakacjach żony zostają naładowane na cały rok, a małżeńskie łóżko (i partnerska miłość) aż furczy. Profity są znaczne, o ile rozgrzane seksturystyki zawczasu pomyślały i zabezpieczyły się przed niechcianymi dowodami zdrady. Bo zakończenie wakacyjnej przygody zarażeniem się HIV lub innymi chorobami dróg płciowych jest większe niż można by się spodziewać: najgroźniejszym wirusem świata można łatwo zarazić się w północnej Afryce (ok. 4% nosicieli), na Bahamach (3,3%), w Republice Trynidad i Tobago (2,6%), na Jamajce i Barbados (1,5%) oraz w Dominikanie (1,1%).
źródło:www.we-dwoje.pl
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum