Wysłany: 23-04-2008, 19:37 Lago Enriquillo, Dominikana
Wycieczka nad Lago Enriquillo
Nasz hotel był w Sosua. Ale wynajęliśmy samochód i na własną rękę zwiedziliśmy kawał Dominikany. M.in sławne jezioro Lago Enriquillo.
• • •
(...) Hura!!! Jezioro. Godzina 14:00. W Przewodniku napisano, że warto odbyć podróż do tego miejsca nie tylko ze względów krajobrazowych, ale i kulturowych. Lago Enriquillo to największa atrakcja w okolicy. Kiedyś morska odnoga oddzielająca dzisiejszy półwysep Baoruco od wyspy. Dziś, leżce 40 m p.p.m. słone jezioro o powierzchni 300 kilometrów kwadratowych. W centrum jeziora leży bezludna wyspa o 12 km długości. To Park Narodowy Isla Cabritos. Również wspaniały punkt widokowy. Niestety ... Nie dla nas unikalne okazy rośliny. Nie dla nas flamingi, krokodyle i kajmany. Przybywamy za późno. Przewoźnicy pracują od 8:00 do 12:00. Totalna klapa!
Na spotkanie wybiega nam kilkanaście olbrzymich jaszczurów. To Legwany Nosorogie. Endemiczne. Nie pozwalają podejść zbyt blisko i same trzymają bezpieczną odległość. Są zachwycające w swej brzydocie. Pokaźnych rozmiarów rogi umieszczone na nosie i guzy z tyły głowy wprawiają w oszołomienie. Patrzysz na takiego gada i zastanawiasz się, jak wiele cech łączy je z dinozaurami. Czy olbrzymie jaszczury naprawdę wyginęły? Jaka ich cząstka przeżyła w tych całkiem niemałych, łuskonośnych potworkach? Brązowo-zielone, szaro-niebieskie, a w słońcu zwyczajnie popielate mrużą ślepia w ostrym słońcu bacznie nas obserwując.
Dookoła surrealistyczne pustkowie. Podzwrotnikowy las suchy i cierniowy ... Czyli roślinność, która radzi sobie przy śladowych opadach deszczu. Tutaj palmy nie rosną. Stoki gór porastają malutkie, suche krzewy. Najczęście są to drzewa akacjowe i gwajakowiec. Drewno tego ostatniego to jedno z najbardziej odpornych gatunków. Jest cięższe od wody, więc "nie pływa". Wzdłuż żwirowej drogi kilka kaktusów. Mam wrażenie że tak, jak wszystko dookoła również powietrze jest przeraźliwie suche. Jak bardzo się mylę?
Płacimy za wstęp (20 RDS) ostrzeżeni, że nikt już nie pracuje. Schodzimy ścieżką w dół. Oprócz biegających iguan mocniejszych widoków brak. Brzeg jeziora porastają zarośla. Gęste, wysokie – nie sposób się przez nie przebić. Tylko gdzie niegdzie lśni w metalicznym odcieniu niebieskiego tafla wody. W prześwitach chaszczy, przy brzegu stoją łódki i czekają na chętnych. Być może jutro zajrzy tu jakiś turysta. A może dopiero w przyszłym tygodniu. Wracamy.
Przy samochodzie żona Zenka karmi lodem jaszczura. Niecodzienny widok. Olbrzymi, stary gad łypie na nią spod oka. Wolno podchodzi bliżej. Płoszą go nasze kroki. Odbiega. Rzucony na biały żwir lód na patyku zostaje błyskawicznie pożarty. Ktoś kupuje następnego loda, który też ląduje na ziemi. Zbiegają się legwany. Rzucają na kąsek. W ślad za lodami idą ciastka naszego kolegi. Do dziś nie wiem, co go skłoniło do tego, by się z nimi rozstał Zwierzęta rzucają się jedzenie, wzbijając w niebo gęsty kurz. O godzinie 15:00 opuszczamy teren jeziora. W Polsce dochodzi 21:00.
Zatrzymujemy się za jakąś wioską. Z daleka po raz ostatni przygladamy się lśniącej tafli jeziora. Tak tu pięknie. Palmy gęstym wachlarzem zielenią się na tle wody. Wody, która jest trzy razy bardziej słona, niż wody oceanu ...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum