UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich używanie)
Forum Dominikana www.forum.dominicana.com.pl  Strona Główna

Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Salseros
01-05-2008, 17:36
WSPOMNIENIA Z GINĄCEGO RAJU cz. XIII
Autor Wiadomość
sirga 
WŁADCA TORTUGI


Wiek: 39
Dołączyła: 11 Cze 2007
Posty: 2099
Wysłany: 01-05-2008, 14:35   WSPOMNIENIA Z GINĄCEGO RAJU cz. XIII

PUERTO PLATA
Czwartek, 21 lutego 2008r. Dzień trzynasty.

Chłopaki oddają samochód. Jest tak brudny, że nie widać zdartego przez gałęzie lakieru. Urwanego chlapacza też nikt nie zauważa ...
Potem śniadanko w hotelu i chwila relaksu na basenie. Chłopaki umacniają przyjaźń z Żenią ucząc się nurkować z akwalungiem. Rosjanin tłumaczy, jak oddychać korzystając z butli itd.
Jakiś czas później mąż cyka kilka fotek animatorom na plaży.

Po obiedzie wychodzimy przed hotel Casa Marina Reef. Taksówkarz już czeka. Pakujemy się do klimatyzowanego busika i ruszamy do najstarszego, największego i najbardziej zabytkowego miasta na północy kraju. Do Puerto Plata. Nasz taksówkarz okazuje się przewodnikiem. Samochód prowadzi inny mężczyzna. Opuszczamy Sosuę przejeżdżając przez Los Charamicos. To ta mniej turystyczna część miasta.
Podróż zajmuje nam ok 30 minut. W czasie drogi zatrzymujemy się tylko raz. W miejscu, gdzie jezdnia spływa szeroką wstęgą w dół, a obok wiatr szumi na polu trzciny cukrowej. Playa Dorada zostaje przeoczona. Ups. Nasz nowy znajomy nawija jak katarynka. Opowiada śmieszne historie ... Jest godzina 14:00.

Pierwszy przystanek – Fabryka Rumu Brugal. Samochód zostawiamy na parking w otoczeniu białych, firmowych ciężarówek. Wstęp gratis. Zmierzamy w stronę prowadzących do budynku schodów. I co ? Najpierw w oczy rzuca się olbrzymi, wypełniony lodem kufel ... potem rozlewający się po stopniach bursztynowy płyn ... leżącą u szczytu schodów butelkę dostrzegamy na samym końcu. Naklejone elementy obrazka są tak realne, że aż ślinka cieknie.
Pojawia się młody mężczyzna. Oj! Coś mu się oczka dziwnie błyszczą ... Rozpoczyna wykład. Mówi dużo i ciekawie. O powstaniu fabryki (1888r.), ile litrów dziennie się produkuje (360 000) i ile z tego idzie na eksport (5 %). Mówi i mówi. A im dłużej opowiada tym bardziej plącze mu się język. Ups!!! Chwieje się na nogach i opiera o drzwi, by nie stracić równowagi. Uśmiechamy się. Nasz cicerone jest nieźle wcięty ...

W pierwszym pomieszczeniu oglądamy krótki film o produkcji i eksporcie rumu Brugal. Następne drzwi prowadzą do rozlewni. Nie spędzamy tu zbyt wiele czasu. Kilka fotek, parę minut filmu, krótka obserwacja siedzących przy taśmach pracowników, płukanych butelek, obracających się w tubie zakrętek, znikających kartonów ... Huk tutaj straszny!!!
Wychodzimy.
Tuż obok nas wyrasta inny mężczyzna. Jego trzeźwość też jest pod dużym znakiem zapytania. Podsuwa nam pod nos tacę ... stoją na niej niewielkie styropianowe kubeczki z firmowym napisem. Wypełnione są białym rumem i zmiksowanym lodem ... pyyyycha. Biały rum okazuje się dużo lepszy niż żółty. Po prawej sklepik, a w sklepiku ... rum. Do wyboru, do koloru. O! Jest i nasz przewodnik. Ten to nawet nie ukrywa, że się tu dobrze bawi. Podskakuje, bije brawo i cały czas nadaje. Podsuwa mi kolejną porcję rumu. Odmawiam. Okropny upał dzisiaj. Alkohol jest słodki i mocny. Zbyt szybko uderza do głowy. Zerka na mnie zdziwiony i bez skrępowania sam wypija kolejną szklaneczkę. Chłopakom też już wesoło. Dominikańczycy wiedzą co robią ... im więcej turysta wypije, tym hojniejszą ma rękę.


Jedziemy wzdłuż nadmorskiego maleconu. Na własne życzenie zatrzymujemy się ... W tym miejscu nie wolno parkować, więc musimy się streszczać. Na maleńkiej wysepce otoczonej wodami Atlantyku stoi ... Neptun.


Co rzymski Bóg robi na Dominikanie? Opiekuje się żeglarzami i rybakami! Bo grecki czy rzymski ... Bóg pozostaje Bogiem. A dokładniej Bogiem Wody. Cykamy również parę zdjęć plaży i mężczyźnie z wężem na szyi.
Ruszamy. Kolejną statuę widać już z daleka. To pomnik bohatera narodowego – gen. G. Luperona.
Miasto założono w 1495 roku, a okres świetności przeżyło właśnie za czasów Luperona, kiedy ten obrał je sobie za siedzibę.
Droga prowadzi nas do fortu San Felipe – warownej pamiątki z epoki piratów. Obecnie muzeum militarno-historyczne. Kiedyś więzienie. Za czasów dyktatora Trujillo przetrzymywano tu więźniów politycznych. Wstęp do starej twierdzy jest płatny. Jeśli kogoś interesuje kolekcja artylerii z bitew o niepodległość to warto tu zajrzeć.
Kiedyś czytałam, że obok fortecy ustawiono kamień, poświęcony pamięci ofiar wypadku samolotu Birgenair, który w 1996 roku rozbił się niedaleko Puerto Plata. A trochę dalej znajduje się nieużywana dziś - żelazna latarnia morska.
Nasz przyjaciel pstryka kilka zdjęć grupce bijących się malców. Oczywiście wcześniej musiał ich opłacić ... Ostatnie spojrzenie na znajdujący się na przeciwległym brzegu port i ruszamy dalej.

Za oknem samochodu przesuwają się pawilony ze sklepami, Park Centralny, starówka ...
O godzinie 15:00 jesteśmy już w Galerii Bursztynu i Larimaru. Na pierwszym piętrze wita nas kobieta. Trzy razy BBB. Bardzo Brzydka Baba? Nie!!! Na Dominikanie nie ma brzydkich kobiet. To potrójne “B” to - Bursztynowe włosy, Bursztynowe oczy i Bursztynowe kamienie w kolczykach. Zaskakująco urocza kompozycja. Wstęp 20 RDS. Wybierając się “w teren” warto mieć przy sobie rozmienione pieniądze. Jest problem z wydawaniem reszty.


Wewnątrz panuje przyjemny chłód i ... mrok. Przy wejściu wpadamy na dużego dinozaura ... Kobieta mówi dużo. Ciągle w języku angielskim. I tak szybko, że słuchanie jej mnie męczy ... a opowiada o ciekawych rzeczach. Bursztyn na Dominikanie znajdowano juz w osadach trzeciorzędowych ... nazwa pochodzi od niemieckiego “burnstein” - kamień, który się pali ... to jeden z największych skarbów kraju ...
Oko i zęby dinozaura są z bursztynu. Dalej w głębi pomieszczenia znajduje się zabezpieczona szybą pół-imitacja drzewa. W oczy rzucają się olbrzymie, zastygłe krople żywicy ...
W oświetlonych gablotach jantar mieni się różnymi kolorami. Jak inaczej określić bursztyn? Kamień, któremu zabiło serce. Kamień z duszą. Patrzysz na niego, jak na relikt przeszłości ... bo prawie każdy bursztyn ma swoją psyche.
Pod każdym eksponatem jest nazwa, a czasem również opis. Jedne są duże, inne ledwo widoczne, a wszystkie bardzo cenne. Najwięcej czasu spędzam przy zatopionych w bursztynie ... życiach. Jaszczurki, termity, osy, skorpiony ... aż dreszcz przechodzi. Co czuje człowiek patrząc na coś, co umarło setki lat przed tym, nim on się narodził?
Okazy z nasionami drzew i kwiatami roślin, nie budzą już takich emocji.

A teraz czas na Larimar ... Temat wielu kontrowersji. Ludzie na niego patrzą i są pełni sprzecznych uczuć. Wydobywa się go tylko w jednym miejscu na świecie ... właśnie tutaj, na Dominikanie. Co takiego wydarzyło się w powietrzu, morzu i ziemi ... że powstało coś tak pospolicie niezwykłego? Turkus, który wygląda jak szarobłękitny marmur. Jednych zachwyca, innych śmieszy ...
Galeria bursztynu połączona jest z ciekawym muzeum poświęconym kawie, kakao, rumowi, cygarom i Mama Juana.
Tutaj znajdujemy naszego przewodnika. Mam wrażenie, że nie może ustać prosto na nogach ... to nie jest zmęczenie. Pewnie znowu znalazł jakieś darmowe, alkoholowe źródełko.
W kątach na starych pokrytych kurzem stołach znajdują się gliniane naczynia wypełnione ziarnami kawy. Na ścianach zawalone cygarami półki ... Patrzysz w lewo - cygara. Patrzysz w prawo - cygara. Aż boisz się spojrzeć do góry ... Pakowane pojedynczo lub w paczkach ... zwykłe i smakowe (czekoladowe, waniliowe, anyżowe ... ) W gablotach stare, dominikańskie pieniądze. Monety i banknoty. Zardzewiała, wyszczerbana maczeta, którą ktoś zawiesił na ścianie i olbrzymich rozmiarów cygaro. Na komodzie stoi misa z kakao, prehistoryczny młynek do kawy i blaszane garnuszki. Za szkłem umieszczono kilka naczyń z epoki Indian Taino. Przyglądamy się kobiecie, która siada za specjalnym stołem i robi ... cygara. Zachęca, by je spróbować. Anyżowe są najlepsze ... słodki posmak mięty i czekolady.
Grubawy, wesoły mężczyzna podsuwa nam pod nos plastikowe kubeczki z Mama Juaną. - "To dominikańska viagra" – mówi i uśmiecha się. Sam ma już nieźle w czubie. Na chwilę gdzieś znika ... A gdy ponownie się pojawia, trzyma w ręce drewniany antałek. Patrzy na nas bez słowa potęgując wrażenie ... - “Tak działa Mama Juana” - mówi i podnosi beczkę do góry ... a tam ... drewniany ludzik z wielkim drewnianym penisem, który po wystrzeleniu w górę sterczy i buja się na grubej sprężycie.


Przypomina mi się artykuł ... kilka miesięcy temu Mama Juanę wypuszczono na rynek w USA. To był pierwszy, dominikański produkt na rynku Stanów Zjednoczonych. Co brano pod uwagę? Naturalny afrodyzjak ... specjalny mix 20 korzeni, ziół i przypraw z Dominikany których od wieków używano tu, jako skuteczny napój witalności.

I znów polewają nam słodki, narodowy napój. Nie oszczędzają ... Jest obrzydliwie zabawnie i czas obrzydliwie szybko płynie. Kupujemy paczkę anyżowych cygar.
Schodzimy na parter do sklepiku. Ludzi tutaj niewiele. Na ścianach parę obrazów, a w gablotach biżuteria z bursztynu, larimaru i czarnego koralowca. Zaglądamy za pobliskie drzwi, gdzie dwóch mężczyzn obrabia larimar. Patrzymy chwilkę, ale nie chcemy przeszkadzać.


Wracamy do sklepu. Na ladzie stoi ... no co może stać. Mama Juana. Mężczyzna za kontuarem zachęca do jej skosztowania. Chcemy kupić kawę, ale przewodnik nam odradza. Szepce, że tu za drogo ... zabierze nas w miejsce, gdzie kupimy taniej. Niech i tak będzie.

Jest 16:00. Opuszczamy Galerię i podążamy za przewodnikiem. Następne pół godziny spędzamy w olbrzymim sklepie. Jest tutaj tyle rzeczy, że gdybym miała każdą obejrzeć to by tygodnia zabrakło.
Nasz przyjaciel kupuje larimar. Pobieżnie przeglądamy towar. Łatwiej mi powiedzieć czego tu nie ma, niż wyliczyć co jest ... Ale spróbujmy:
Obrazy, cygara, Mama Juana, drewniane figurki, maski, biżuteria z bursztynu, larimaru, czarnego koralowca, żółwie skorupy, zasuszone tarantule, wielkie statki o muszelkowych żaglach, wszelkiego typu dzwonki, kolorowe zapalniczki z napisem “Dominikana”, breloczki, koraliki, kieliszki ukryte w cielęcych ratkach, butelki z białym piaskiem, potężne muszle, śmieszne pajace wykonane z kokosów, drewniane figurki zwierząt, barwne, gliniane dzbanki, fikuśne ramki na zdjęcia, puzdereczka wyklejone muszelkami, tarcze z rytami Taino, porcelanowe lalki, słomkowe i plecione z liści palmowych kapelusze, rzemienne etui na noże, mosiężne świeczniki, szklane delfiny, drewniane palmy, kokosowe bukłaki, torebki ze skóry, cienkie spódniczki, kolorowe bikini, chustki, delikatne koszulki, pstrokate koszule itd.

Wychodzimy i pędzimy za przewodnikiem po tańszą kawę. Ale po drodze przechodzimy obok lokalu, gdzie mieści się jego firma. Pyta, czy chcemy wejść. Jasne, że chcemy! Biura niektórych przedsiębiorstw na Dominikanie rzadko są podobne do tych w Europie. Pierwsze piętro. Balkonik. Ale w takim niepewnym stanie, że się na niego wcale nie pcham. Jeden zniszczony stolik pod oknem i jedno krzesło. Na odlatującej z farby ścianie zielona tablica, na której ktoś umieścił jakieś cyferki, dwa duże zdjęcia całej ekipy i dominikańska flaga. Nad flagą wiatrak. Tuż obok niego małe okno. Na stole niezbędny sprzęt. Podłoga pokryta zniszczoną “zieloną trawką”. Ale ludzie sympatyczni. Zaraz za nami zjawia się młody mężczyzna. Wszyscy zaczynają śpiewać: - “La Policia”. Zabawnie akcentują i przeciągają ostatnią sylabę.

Jakiś czas później znów spacerujemy ulicami miasta. Mijamy slumsy. I wchodzimy do maleńkiego sklepiku. Na podłodze stoją worki po brzegi wypchane nasionami roślin i orzeszkami. Na półkach napoje i coś co wygląda, jak olej do silnika. Starszy mężczyzna za paczuszkę kawy (ok 227 g) chce 160 RDS. O nie!!! Przecież kawa tutaj miała być tańsza, a nie w takiej samej cenie co w poprzednim sklepie. Mąż ma zaciętą minę. Przewodnik szybko coś ustala z zaprzyjaźnionym sprzedawcą. Staje na 60 RDS za paczkę. No – już lepiej!!! Nasz opiekun chyba zauważył nasze miny, bo wychodząc nabrał w garść jakichś czerwonawych orzeszków z wora i wlepił każdemu po trochu. Ok. Załagodził sprawę. Wcinam podarowane mi nasiona ... dobre. Nawet bardzo dobre. Trochę zbyt późno zerkam na przewodnika. Ufff. Też wcina! Ciekawe co bym zrobiła, gdyby ich nie wcinał ...

Wracając do samochodu wstępujemy jeszcze do kościoła. To Katedra San Felipe – obecnie w remoncie. Po zewnętrznej stronie pną się w górę rusztowania.



Zaglądamy do środka. Niewielki, biały ołtarz. Za nim umieszczona ka krzyżu postać Jezusa. Przez kolorowe witraże wpada słońce. Robimy kilka fotek i wracamy do samochodu.
Ostatni punkt dzisiejszej wycieczki to Pico Isabel de Torres. Góra znajduje się na terenie Parku Narodowego Loma Isabel de Torres.
Naszemu przyjacielowi zależy, by wjechać kolejką na sam szczyt. Ale wyciąg jest zamknięty! 16 metrowy Posąg Chrystusa oglądamy więc z daleka. Szkoda. Z góry roztacza się wspaniała panorama na całe północne wybrzeże. Na szczycie znajduje się również Park Przyrodniczy z unikalnymi roślinami. Przewodnik mówi, że można tam pójść piechotą ... O nie. Dziś na pewno nie. Zapada zmrok. Kilka dzieciaków oblepia nas na parkingu. Po usłyszeniu kilku słów od przewodnika odchodzą. Co im powiedział? Na zawsze pozostanie zagadką. Ale te dzieciaki wyglądają co najmniej skromnie. Ze szczupłych twarzy zerkają na nas wielkie oczy. A w nich, jak w lustrze odbija się oczekiwanie ... Chłopcy i dziewczynki. Drobne, szczuplutkie maluchy o błyszczących oczach. Ktoś kiedyś krótko skwitował: "Wasi ojcowie byli złodziejami!!! Skradli gwiazdy z nieba i włożyli je w wam oczy”.

Kiedyś Dominikana słynęła z cukru i bydła. Warto zadać sobie pytanie, z czego słynie teraz ...

Udaje nam się jeszcze namówić kierowcę, żeby podjechał do jakiegoś taniego marketu. Obaj mężczyźni niezbyt chętnie przychylają się do prośby, ale ustępują.
Podjeżdżamy pod Supermercado Jose Luis. Robimy drobne zakupy. Mimochodem zerkamy na cenę kawy .... Kawa, za którą zapłaciliśmy 60 RDS (chcieli 160 RDS) tutaj kosztuje 35.50 RDS. Obok nas wyłania się głowa przewodnika. Zerka na nas ... na kawę ... i strzela do nas uśmiech. Ach ... szkoda słów.
Na dziale spożywczym jakaś dziewczynka stoi na promocji. Nie jestem pewna czym częstuje, ale smakuje wyśmienicie. W markecie jest tłoczno. Wszyscy cos oglądają, przekładają i omawiają. Córki z matkami, matki z synami i żony z mężami. Dominikańczycy bardzo cenią życie rodzinne. Starsze pokolenia utrzymywane są przez młodsze. Z reguły mieszkają na kupę w jednym domku. Rodzice, babcia, dzieci i dzieci tych dzieci, brat siostry z żoną i ich potomstwo itd. Sklep nie jest zbyt dobrze zaopatrzony w artykuły dziecięce, ale Dominikańczycy uwielbiają dzieci.

Wracamy do Sosua. Po drodze kierowca opowiada nam o skolopendrach (zobacz). O! Wszyscy je tutaj dobrze znają. Do kraju sprowadzili je Hiszpanie ... miały niszczyć robactwo. Po tonie jego głosu trudno wyczuć czy wyraża się o nich pozytywnie, czy negatywnie. Na 19:00 jesteśmy w hotelu.
Dzień pełen wrażeń, a my wciąż czujemy niedosyt. Tuż za miastem Puerto Plata znajduje się bowiem Playa Cofresi. Tam nie dojechaliśmy. Nie zdążyliśmy również dojechać do Luperonu, ani Parku Historycznego La Isabela. W Przewodniku napisano, że ponad 500 lat temu Krzysztof Kolumb rzucił kotwicę na północnym wybrzeżu ... przy czerwonym przylądku i zbudował tu pierwsze hiszpańskie miasto w Ameryce – La Isabela. Z dawnych zabudowań zachowały się jedynie fundamenty.

Jadąc dalej w kierunku Punta Rucia znajduje się Park Narodowy Estero Hondo. A w nim miejsca przeznaczone do obserwacji manatów.
Niewiele dalej Reserva Cientifica Villa Elisa. I Park Narodowy Montecristi. Na jego terenie znajdują się liczne wysepki, m.in. sławna Cayo Arena (w ofertach pod nazwą Cayo Paraiso).

Po kolacji wracamy do pokoju. Na całej długości chodnika, również na poboczu pełno kramików z pamiątkami. Sprzedawcy przychodzą tu chwilę przed rozpoczęciem pory kolacji. Rozkładają te swoje straganiki i nękają turystów. I tak co drugi dzień, od momentu przyjazdu. Nie mamy dziś ochoty na te zaczepki. Jesteśmy zmęczeni. Jeden sprzedający zachodzi nam drogę. Namawia do zakupów, mówiąc ... jak kupimy ten wisiorek, to tamten dostaniemy gratis. Dostrzegamy larimar ... spoglądam na męża i uśmiechamy się do siebie. Sprawdźmy coś ... Wybieramy dwa wisiorki. Jeden z larimaru, drugi z kocim okiem. Prawie takie same, jak te kupione w Barahonie. Tam kosztowały po 150 RDS każdy, a tu ... zapytany o cenę sprzedawca uśmiecha się i mówi ... za oby dwa ... o to będzie promocja ... tylko 600 RDS. Dziękujemy i chcemy odejść. A on nas nie wypuszcza. Mówi że zejdzie z ceny. Wyciąga z kieszeni kalkulator, podaje go nam byśmy zaproponowali cenę ... Ale kiedy dostrzega 300 RDS za oba łańcuszki, bulwersuje się. Wystukuje inną cenę. Nie chcemy się targować, chcemy już iść. Ale mężczyzna robi się nachalny. Wtedy mówimy, że w Barahonie koszt dwóch podobnych wisiorków wynosi 300 RDS. I odchodzimy. Już z daleka, dociera do nas gniewny głos sprzedawcy: - “You goe do Barahona”. Przy innym stoisku za podobne produkty chcieli 700 RDS. Nasz przyjaciel kupił dwa dni temu ładny obraz. My kupujemy dzisiaj. Mężczyzna chce 160 USD za jeden. Opada nam szczęka. Wiemy, że lubią się targować, ale my nie mamy na to siły. Nie dziś. Może następnym razem. Sprzedający zauważa, że chcemy odejść. Spuszcza z ceny. Dla nas to wciąż kosmiczna suma. Wystukujemy na kalkulatorku swoją propozycję. Tamten robi zbulwersowaną minę. Pokazuje swoją ostateczną cenę. Działa w myśl zasady: “Drożej ceń, a w miarę zapłacą”. Kwota wciąż zbyt wysoka. Odchodzimy. Mężczyzna biegnie za nami. Stuka w kalkulatorek, patrzy na nas niepewnie i mówi, że niżej już nie zejdzie. Dobijamy targu. Nie wiadomo, na czyją korzyść ... płacimy 150 USD, ale za dwa podobne obrazy.
Z ulgą opuszczamy plac. Chcemy się trochę rozerwać. Tego wieczoru zamiast shows na plaży odbywa się party. Kilka konkursów z udziałem publiczności nie przynosi spodziewanego relaksu. Ani wielkie płonące na piasku ognisko. Za to dzieciaki mają frajdę. Chwilę później z głośników bucha jakaś rąbanka, przerywana merengue i bachatą. Kilkanaście osób szaleje na piasku. Nie zostajemy zbyt długo. Czas na zasłużony sen.

Kliknij, aby przejść do części czternastej.

Więcej zdjęć na dominicana.com.pl
_________________
Dominikana
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template spacevision v 0.3 modified by Nasedo. Done by Salseros

Forum dominikana

Dominikana wakacje, zdjęcia, informacje

Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 12