UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich używanie)
Forum Dominikana www.forum.dominicana.com.pl  Strona Główna

Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Salseros
26-04-2008, 11:12
WSPOMNIENIA Z GINĄCEGO RAJU cz. XI
Autor Wiadomość
sirga 
WŁADCA TORTUGI


Wiek: 39
Dołączyła: 11 Cze 2007
Posty: 2099
Wysłany: 25-04-2008, 23:44   WSPOMNIENIA Z GINĄCEGO RAJU cz. XI

WODOSPAD JIMENOA. JARABACOA.
Wtorek, 19 lutego 2008r. Dzień jedenasty.

Ustalona trasa:
Constanza - La Cotorra - El Rio - Pedregal - Jarabacoa - Buena Vista - Bayacanes - La Vega - Santo Cerro - Cutupu - El Mirador - Moca - San Victor - Jamao al Norte - Sabaneta de Yasica - Cabarete - Sosua.

Zrywam się rano. Wyskakuje na balkon i ... oślepia mnie słońce. Jaśniejąca tarcza jest już wysoko na niebie. Zerkam w lewo ... hotelowa recepcja. W prawo ... wczorajsza noc ukryła przed nami zapierający dech w piersi widok. Wierzchołki gór nikną w różowych chmurach. Zdawać by się mogło, że są na wciągnięcie ręki ... zarówno szczyty jaki i obłoki.


Ciepłe promienie słońca przebijają się przez chłodne, górskie powietrze. Jest bardziej ciepło niż zimno ... Ale mieszkańcy miasta dobrze pamiętają listopad 2004 roku. Wtedy temperatura spadła tutaj do trzech stopni Celsjusza ... Wielu z nich z powodu dotkliwego zimna szukało schronienia w szpitalu.
Widoki są cudne. Powietrze orzeźwiające ... ale ... jak zwykle, zawsze jest jakieś ale.
Turystyka w Constanzie nie zapewni wszystkim chleba ... Przede wszystkim to miasto rolnicze. A im większy przychód ze sprzedaży płodów rolnych tym lepiej. Chcąc pomnożyć plony na całym tutejszym obszarze, ludzie zmuszeni byli zwiększyć wydajność ziemi ... Właściciele plantacji stosują więc wszelkiego rodzaju “wspomagacze”. Ulatniające się pestycydy, środki chwastobójcze, nawozy i toksyny tworzą wrota śmierci. Odbijają się na zdrowiu mieszkańców, hartują szkodniki i wyczerpują potencjał ziemi .... Zanieczyszczają jedzenie, ziemię, wodę i powietrze. Substancje chemiczne to coś o niespotykanej sile przebicia. Wedrą się się wszędzie ... niech do tego dojdzie niefiltrowana woda i nieoczyszczane ścieki ... WOLNA - CICHA - ŚMIERĆ.
Region otacza trzy strefy klimatyczne. Wpływa na nie wysokość, lokalizacja i pozycja pasma górskiego. Strefa I - umiarkowana. Strefa II - zimna. Strefa III - arktyczna. Constanza znajduje się w strefie umiarkowanej. Valle Nuevo w zimnej.

Biorę głęboki oddech ... Miejscowość mimo paskudnej nazwy - “Dolina Śmierci” - jest piękna. Zanocować tu warto. Inny plus. Miasto ma mało przerw w dopływie prądu (typowych dla pozostałej części kraju), ponieważ produkuje własną elektryczność.

A teraz coś na wesoło.
Jeśli myślicie, że ziąb w Constanzie spowodowany jest wysokością to się mylicie. Wszystko co na Dominikanie najgorsze miało miejsce w czasach Trujillo ... Legendarny dyktator chcąc wybielić czarną rasę (sam smarował się pudrem, żeby być bielszy) sprowadził do kraju białych ... W Constanzie osiedlili się ... Japończycy. Ludzie zimnej krwi ... I właśnie dlatego ochłodził się tutaj klimat!!! Czy wielkość absurdu czyni informację prawdziwą?

Na recepcji oddajemy klucz. Debatujemy przy wiszącej na ścianie mapie. Recepcjonistka, widząc nasze zainteresowanie wodospadem podaje nam plan miasta i okolicy z uwzględnionymi atrakcjami. Plujemy sobie w brodę! Ominęliśmy Salto de Agua Blanca ... najwyższy wodospad na Dominikanie. A jakby tego było mało - zgubiliśmy chlapacz. Musiał odpaść wczoraj ... Na cholerę był ten skrót!!!
Pojawia się problem. Zawrócić czy nie? Co przemawia za? Co przeciw? Trzeba by było się cofnąć tylko 16 km. Ale nam te 16 km zajęło prawie 4 godziny! Jeśli tam wrócimy trzeba będzie znów tu nocować.
A jak wygląda 60 kilometrowa droga z Constanzy do Jarabacoa? Obie miejscowości należą do leżącej u stóp Kordyliery Centralnej prowincji La Vega.
Wspomnienia wczorajszej trasy są wciąż żywe. A 10 km przed Jarabacoa znajduje się inny wodospad ... I stanęła kwestia na tym, jak pogodzić d..ę z batem!!! Klamka zapada. Jedziemy dalej.
Niedługo opuścimy rejon o którym mówi się, że ludzie zmodyfikowali tutaj krajobraz ... Rejon który pod powierzchnią jest ... środowiskową katastrofą . Rejon zwany “zatrutym rajem”.

Droga ku uldze wszystkim okazuje się dobra. Szeroka. Asfaltowa. Bez uciążliwych niespodzianek. W porównaniu do wczorajszej l u k s u s o w a. Dlaczego więc na mapie szlak obecny i pokonany poprzedniego dnia oznaczono tak samo!!! DLACZEGO???
Wzdłuż trasy stoją dzieciaki z zapakowanymi w pudełeczka truskawkami. Prawie czuć smak i zapach świeżo zerwanych owoców. Truskawki – owoc nieodłącznie kojarzący się z Constanzą.

Jest 11:00. Widoki nie dostarczają wrażeń tak intensywnych, jak wczorajsze. Poza uroczym, kolorowym domkiem wybudowanym na jednym ze wzniesień. Z krajobrazu nikną szaro niebieskie szczyty gór. Ich miejsce zajmują niższe ciemno-zielone pagórki. Droga wygląda jak jedna, opadająca w dół nie kończąca się serpentyna. Przystajemy kiedy nagle kończy się asfalt. Spod niego wyłania się 2-krotnie szersza, czerwonawa, twardo ubita nawierzchnia. Po prawej stronie piętrzy się niewielkie wzgórze w podobnym kolorze. To czerwona ziemia Dominikany ...


Im niżej zjeżdżamy, tym bardziej doskwiera nam słońce. Włączamy klimatyzację. W powietrzu nie czuć już chłodu ...
Nieodwołalnie zbliżamy się do położonej dwukrotnie niżej niż Constanza - Jarabacoa.
Robi się nieznośnie gorąco. W samochodzie jest przyjemny chłód, ale na zewnątrz straszny skwar ...
Jesteśmy w El Rio. Jadąc 5 km dalej na wprost dojeżdża się do porośniętego wilgotnym, niskim lasem górskim obszaru zwanym Reserva Cientifica Ebano Verde. Rośnie tu zielony heban ... a ludzka interwencja jest najmniejsza.
Kordyliera Centralna ma swoje tajemnice. To niedostępne monolity skał ... Rejon ma unikalne, klimatyczne warunki rozwoju. Dla Dominikańczyków to Matka Wód. Na całym terenie znajduje się kilkanaście rzek. To górskie pasmo dostarcza wody pitnej dla ponad 50% populacji kraju.

Dolina Nuevo jest najmniej zanieczyszczona. Rośnie tu endemiczna las manacla (sierra palm). Ale rolniczość mocno ograniczona. Nagła topografia ... Biedne gleby. Rząd miał w planach zalesienie terenu, by chronić największy obiekt wodonośny. Ale na drodze, gdzieś między "mam w planach" a "zrealizowałem" zawalił się most. Do dziś go nie naprawiono ...

Ale my skręcamy w lewo. Droga jest w tak dobrym stanie, że 10 minut później o mało nie przejeżdżamy tablicy: “Bienvenidos Al Gran Salto De Jimenoa”. Ups.
Płacimy i wjeżdżamy na parking. Pisząc parking mam na myśli odgrodzony od drogi pas zielonej ziemi. Kilka pierwszych chwil spędzamy na drewnianym tarasie widokowym.
Huk spadającej ze skał wody dociera aż tutaj. Otoczony zielonym igliwiem wodospad ma zaledwie 25 metrów. Arkadyjski widok.


Zabieramy sprzęt i schodzimy w dół. Ciężko się idzie kiedy ścieżka biegnie tak stromo. Drewniane bale imitują schody ... ubita, sucha ziemia ... im niżej tym więcej błota ... tym bardziej spadzisto. Jeszcze nie zeszłam, a już przeraża mnie powrót. Jak ja się tu z powrotem wgramolę??? Drewniane kładki ... woda spływająca ze zbocza ... tabliczki informacyjne. Jeden plus. Cały czas w cieniu drzew. Całe szczęście, bo to ponad kilometrowy spacer ...

Wodospad nie jest oszałamiający, ale huk spadającej wody jak najbardziej. I otoczenie ... Wszędzie głazy ... Bordowo-brunatne barwy kamienistego podłoża. Zielone drzewa. Stroma ściana wysokiego wzniesienia. Przeraźliwie czysty błękit nieba. Ani jednej żywej duszy ...
Samo południe. Słońce jest tak ostre, że zdjęcia stają się białą plamą. Czekamy aż gorejąca tarcza się obniży.
Chłopaki włażą do wody. Chce mi się śmiać ... wyglądają jakby tańczyli ... a tylko stąpają po ukrytych w lśniącej tafli ostrych kamykach. Próbują podejść jak najbliżej trzaskającej wody. Ale dno gwałtownie się obniża. Spadający z 25 metrowej wysokości strumień ma niesamowitą potęgę. Żłobi nie tylko ziemię ... również podłoże z kamienia. Chłopaki coś krzyczą, ale kto by ich usłyszał w tym grzmocie. A aaaaa ... chcą zdjęcie. No dobra. Ustawiam sprzęt ... co wcale nie jest łatwe na śliskiej, kamiennej płycie. Zerkam w obiektyw ... nic nie widać. Promienie słońca tną jak ostrze. Ono samo wygląda, jak rozpalona do granic wytrzymałości żelazna obręcz.
Podchodzę bliżej ... tak blisko, że czuję spadające drobinki wody. Wzbijają się wysoko w powietrze tworząc orzeźwiający, wilgotny pył. Staram się zasłonić przed nim kamerę. Chłopaki ponaglają mnie. Kucam więc szybko i odwalam o co proszą. A potem bęc ... cały tyłek mokry. Mokry i brązowo-zielony ... Otarta do krwi ręka. Wątpliwej przyjemności doznanie. A niech to!!! Jestem wściekła na chłopaków. Są tak podnieceni doznaniami, że nawet tego nie zauważają.


Pojawia się dwóch mężczyzn. Wyglądają na miejscowych. Patrzymy, jak jeden z nich zmierza w stronę wodospadu ... rozbiera się .... czubkiem palca sprawdza temperaturę wody ... ostrożnie do niej wchodzi. Nieeee ... To nie tutejsi.
Słońce schodzi niżej. Trzeba się zbierać.
W drodze powrotnej wlokę się daleko za chłopakami. Często odpoczywam. Filmuje kilka unikalnych gatunków roślin opisanych na umieszczonych obok tabliczkach.

Jadąc palcem po planie okolicy ... 5 km dalej znajduje się głęboki kanion - Salto de Baiguate. Woda spada z 18 metrowej krawędzi. Ale żadnego dojazdu tam nie ma ... przynajmniej na mapie. Pewnie można dojść pieszo, ale takie hasło nie pada z żadnych ust.

Jedziemy ...
Jarabacoa. W Przewodniku napisano, że średnia temperatura wynosi tutaj ok 22 stopni Celsjusza i wpłynęła na inną nazwę miejscowości. Miasto “wiecznej wiosny”. Ponadto cel fanów raftingu. Tu bowiem zaczynają się spływy po Rio Yague del Norte, a w pobliżu znajdują malownicze wodospady. To doskonały punkt na wyprawy w rejon Kordyliery Centralnej. W tym pasie wznoszą się najwyższe (choć paskudnie oddalone) szczyty na Wyspach Karaibskich: Loma La Rucilla – 3045 m n.p.m. i Pico Duarte – 3175 m n.p.m.
Mijamy Buena Vistę ... W La Vega gubimy drogę. Nie raz ... I nie dwa ... Jedni pokazują w prawo, inni w lewo, a niektórzy w tył zwrot. Ile ust tyle odpowiedzi ... Czasem pytanie o drogę mija się z jego celem. Zamiast na Moca pojawia się kierunkowskaz na Santiago. Jedziemy. Może dojdą jakieś ciekawe fotki? W okolicach, tego drugiego co do wielkości miasta Dominikany rośnie najlepszy tytoń do produkcji cygar. A w Dolinie Cibao znajduje się mnóstwo pół ryżowych ... Może więc warto. Plan nie dochodzi do skutku. Kiedy niewiele później dostrzegamy znak kierujący na Moca, szybko z niego korzystamy. Robi się późno ... a w tym przypadku znana droga to lepsza droga.
Nikt nie pomyślał żeby zahaczyć o Park Historyczny La Vega Vieja.

Jesteśmy w Moca. Gdybyśmy skręcili tutaj w prawo ... 30 km dalej na południe, na obszarze La Vega Real leży San Francisco De Macoris. W Przewodniku napisano, że to trzecie co do wielkości miasto Dominikany. Stanowi punkt wyjścia do rezerwatu na górze Loma Quita Espuela (943m n.p.m.), której szczyt porośnięty jest największym, zachowanym fragmentem pierwotnej puszczy (głównie górskiego lasu deszczowego). Ale oczywiście nie skręciliśmy. Nikt o tym nie doczytał ...
W Moca samochód prowadzi się trochę łatwiej ... Ale i tak zbaczamy z trasy. Seria pytań zderza się z serią pokrętnych odpowiedzi. Dominikańczycy tak bardzo chcą pomóc, że udzielą odpowiedzi nawet wtedy, kiedy jej nie znają. Śmiać się czy płakać?
Jadąc ulicami miast łatwo zauważyć, że mieszkańcy przywiązują dużo wagi do ubioru - zwłaszcza kobiety. Lokalne autobusy – Guagas są wypchane po brzegi i wyglądają, jakby zaraz miały się rozlecieć. Na poboczach pełno straganów z ceramiką, plecionymi koszami, odzieżą i owocami mango. Przy tych ostatnich zalecany umiar. Obżarstwo powoduje halucynacje. HALUCYNACJE!!!


Koło 17:00 jesteśmy już niedaleko Cabarete. Patrząc na tłumy ludzi aż trudno uwierzyć, że kiedyś była to mała wioska rybacka. Zatrzymujemy się na poboczu. Przechodzimy przez ogrodzenie z kolczastego drutu na plażę i .... wpadamy na strażnika. Czy zaciskające się na broni palce mężczyzny wpędzą nas w kłopoty? Wpychamy mu do ręki dolara, pytając czy możemy porobić kilka fotek. - “Nie ma problema,” odpowiada. Wchodzimy na drewnianą wieżyczkę ... plaża w Cabarete mnie nie zachwyca. Ani widok na otwartą zatokę ... Zapadający zmierzch potęguje jej ponury obraz. Szary ... smutny ... przygnębiający. I ten wiatr, który gwiżdże w uszach.
Zimą podobno fale są tutaj wyższe ... pięciometrowe ... dla wyczynowców ... 4-6 stopni w skali Beauforta ...
Zapada noc, a na wodzie ich nie brak. Z deską ... z żaglem ... z uśmiechem na twarzy.
Romantyzmu w tej plaży jest tyle - co w brukwi poezji. Zdecydowanie tutejsza plaża nie nadaje się na pocztówki.


Icha aaa ... nareszcie w hotelu. Prawie. Podjeżdżamy do barierki. Strażnik grzecznie mówi, że parkować na terenie hotelu nie wolno. Najlepiej na parkingu przy wjeździe do Casa Marina Reef. Ostatni etap dzisiejszej podróży dobiega końca.

Kliknij, aby przejść do części dwunastej.

Więcej zdjęć na dominicana.com.pl
_________________
Dominikana
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template spacevision v 0.3 modified by Nasedo. Done by Salseros

Forum dominikana

Dominikana wakacje, zdjęcia, informacje

Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 10