UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich używanie)
Forum Dominikana www.forum.dominicana.com.pl  Strona Główna

Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Salseros
20-04-2008, 22:05
WSPOMNIENIA Z GINĄCEGO RAJU cz. IV
Autor Wiadomość
sirga 
WŁADCA TORTUGI


Wiek: 39
Dołączyła: 11 Cze 2007
Posty: 2099
Wysłany: 20-04-2008, 17:18   WSPOMNIENIA Z GINĄCEGO RAJU cz. IV

HOTEL CASA MARINA BEACH - SOSUA
Wtorek, 12 lutego 2008r. Dzień czwarty.

Rano okazuje się, że mamy zapchany zlew. Nic nowego. Zdarzały się gorsze rzeczy. Schodzimy na śniadanie. Rozkoszny zapach kawy wabi mnie z daleka ... Posiłki w formie bufetu. Pełne wyżywienie. W oczy rzucają się krzesełka dla niemowląt ustawione przy kilku stołach.
Po posiłku robimy obchód, trzeba poznać otoczenie.

Nasz hotel ma 4 gwiazdki. Plaża nie poraża oczu bielą tak, jak w Bavaro. Tutaj, na północnym wybrzeżu drobne, piaskowe ziarenka mają barwę złota.


Fale są duże, a tafla oceanu zachwyca lśniąc w różnych odcieniach metalicznego granatu. Po obu stronach plaży wysokie, porowate skały. Na bursztynowym piasku pełno niebieskich leżaków i parasoli. Leżaki mamy wliczone w cenę pobytu. Za parasolki trzeba zapłacić. Jak komu wygodnie 3 dolary lub 100 pesos.


Kompleks ma 5 restauracji: 2 x bufet, włoska, meksykańska i restauracja z grillem częściowo za opłatą (wymagana wcześniejsza rezerwacja). Recepcja, lobby i 8 barów - do dyspozycji klienta. Butik, salon fryzjerski, sklepy z pamiątkami – wszystko pod ręką. Również lekarz i opiekunka do dziecka (za opłatą oczywiście ). Dyskoteka znajduje się na terenie naszego hotelu - Casa Marina Beach, ale za napoje w barze trzeba płacić.
Kompleks posiada 3 baseny ze słodką wodą otoczone licznymi leżakami. Trzy jacuzzi i tarasy do opalania z widokiem na ocean. Ręczniki kąpielowe przy plaży wliczone w cenę.
Jeśli chodzi o rozrywkę: tenis stołowy, bilard, siatkówka plażowa, aerobik ( w basenie i na plaży), piłka wodna, piłka nożna, rowery (1h dziennie), windsurfing, kajaki. Za opłatą masaże, narty wodne, skutery, wędkowanie na otwartym oceanie, tenis (3 korty) i jazda konna. Mam nadzieję, że nic nie pominęłam ...
Raz w tygodniu muzyka na żywo. Shows co wieczór o 21.30. Każdego dnia inny repertuar. Jaki? Można się dowiedzieć z tablicy umieszczonej przy jednym z basenów.

Przed obiadem wychodzimy na miasto. Przy wjeździe do hotelu wpadamy na taksówkarzy. Stoją i czyhają na klienta. Jeden z nich jest przezabawny. Rozmawia z nami, śmieje się z żarów – a międzyczasie cały czas próbuje namówić nas na kurs.
Mamy jednak inne plany. Może następnym razem.
Idziemy zaklepać samochód. Wiemy kogo szukać. Mąż sprawdził przed wyjazdem kilka informacji w internecie. Firma znajduje się 300 metrów od recepcji hotelu Casa Marina Reef i nazywa się “Samuel Rent-a-Car”. Pytamy o o Jose (Hose). Po krótkiej, całkiem przyjemnej rozmowie decydujemy się na czerwoną Hondę CR-V z napędem na 4 koła i automatyczną skrzynią biegów. Wymagany paszport, prawo jazdy, karta kredytowa Visa lub MasterCard i zaliczka (dajemy 100 USD). Samochód bierzemy na 7 dni. Odbiór w czwartek o godzinie 10:00.
Po załatwieniu jednej z najważniejszych spraw zmierzamy do sklepu Orange. Kupujemy kartę i ładujemy telefon. Koszt karty 10 dolarów, w tym 100 peso na rozmowy. Myśleliśmy, że będą duże problemy okazało się całkiem proste. Potrzebny jedynie telefon bez simlocka i paszport. Na Dominikanie każda karta jest rejestrowana. Telefony z simlockiem są zabierane na okres 2 tygodni i wysyłane do Santo Domingo na jego usunięcie.


Wybieramy się jeszcze do bankomatu (tuż obok sklepu Orange) i na spacer po ulicach miasteczka.
Chwilę później trafimy na plażę. Zatrzymujemy się na chwilę patrząc na pobliski, przeciwległy brzeg. Te palmy ... to słońce ... ten klimat ... tak łatwo zapomnieć ...
Ludzie leżą na piasku. Szumią fale. Starszy mężczyzna stoi przy zniszczonej ciężarówce i żuje trzcinę cukrową. Z radością godzi się na zdjęcie chwytając do ręki maczetę. Dostaje dolara. Zbliża się jakaś kobieta. Dotyka moich włosów. Mówi coś, ale jej nie rozumiem. Wtedy pokazuje na migi ... Aaaa ... Warkoczyki !!!
Nie mamy czasu. Grzecznie dziękuję i chcę odejść. Kątem oka dostrzegam inną kobietę ... Podchodzi do męża. Wyjmuje coś co przypomina włosy i przypina je do naszego aparatu fotograficznego. Cała nasz trójka stoi, jak wryta.
Trzeba przyznać, że Dominikańczykom nie brak pomysłów i każdy pieniądz się liczy. Kobieta uśmiechając się plecie mały warkoczyk szepcząc pod nosem tylko sobie znane zaklęcia. Rzuca czy odpędza urok ... ??? Schodzą się inne ... Mąż szybko wpycha jej do ręki drobne. Zbieramy nogi za pas.
Przed nami długa, wąska uliczka wypchana budkami. Mnóstwo pamiątek: obrazy, kolorowe stroje, buty, rzeźbione figurki, bursztynowa biżuteria. Jedne mniej, drugie bardziej ciekawe. Przy każdym punkcie ktoś siedzi. Widząc turystów zrywają się z krzeseł, wybiegają na ulicę wymachując rękami, nawołują i zapraszają. Ale nie są zbyt natrętni. Chcemy zdążyć na obiad, nie możemy wejść do wszystkich.
Chwilę później poznajemy miłego, młodego mieszkańca. Sprzedaje pamiątki. Jak wszyscy wokół. Na imię ma Fabian i pochodzi z Haiti. Opowiada nam o ojcu, siostrze i dlaczego tutaj przyjechał. Rozmowa przeciąga się. Chłopakowi nie zamykają się usta. Perfekcyjnie mówi po angielsku. Rzuca ciekawostkami na temat miasta, różnic między Dominikaną a jego ojczyzną, stosunków międzyludzkich. Oczy mu błyszczą kiedy mówi, że Haiti ma już swojego prezydenta ...
Wymieniamy się numerami telefonów i umawiamy z nim na wieczór.


Wracamy do pokoju. Wpadamy na sprzątaczkę i mężczyznę pchającego wózek z ręcznikami. Mówimy o zepsutym zlewie wlepiając mu do ręki dolara. Zaskakuje nas jego błyskawiczna reakcja. Wchodzi z nami do pokoju, łapie słuchawkę telefonu i zgłasza problem. Z doświadczenia wiemy, że załatwianie takich spraw mocno się przeciąga w czasie, więc nie nastawiamy się na szybkie zlikwidowanie problemu.

Idziemy na obiad. Ryby, panierowane filety z kurczaka, owoce morza, lazania ... Wybór jest tak duży – że aż trudny. Nie pomaga nawet umieszczona przy każdej potrawie nazwa. Ale jedzenie tutaj jest naprawdę dobre. Opada mi szczęka, kiedy na talerzu męża dostrzegam sos z mięsem mątwy. Oj będzie draka! On nie cierpi owoców morza !!! Kończy się na strachu.
Po obiedzie pędzimy prosto do pokoju. Chcemy pobyczyć się na plaży. Wpadam do łazienki, sprawdzam zlew i ... Jestem mile zaskoczona. Problem zniknął! Dzwonimy jeszcze do naszego przyjaciela - Zenka, który mieszka w Barahonie i umawiamy się na odwiedziny.

Zachód słońca na Dominikanie jest piękny, ale czasem nie dorównuje temu nad Morzem Bałtyckim. Z całym sprzętem idziemy na pobliską skarpę. Zaraz za nią zaczyna się plaża należąca do innego obiektu. Na wydeptanej ścieżce, gdzieś między jednym hotelem, a drugim stajemy i nagrywamy rozbijające się o skały fale.


Między tutejszym wybrzeżem, a tym w Bavaro jest kolosalna różnica. Ale każde z nich skrywa swoje własne piękno. Na zachód słońca nie czekamy długo.
Gdyby mnie ktoś kiedyś zapytał, jak jednym słowem nazwać zachód słońca na Dominikanie tak, by w tym jedynym wyrazie zawrzeć wszystko, bez wahania odpowiem ... Chwila. W tym zakątku świata słońce niknie w oczach. Patrzysz. Widzisz jaśniejącą, gorejącą tarczę. Chłoniesz jej piękno. A kiedy na chwilę odwrócisz głowę jej już nie ma.


Wracając z plaży spotykamy naszego ulubionego strażnika. Siedzi pod palmami na skraju łódki i macha do nas z daleka. Jest strasznie sympatyczny. Bardzo wolno, cedząc słowa próbuje nam coś przekazać. Kurcze, dlaczego człowiek jest czasem taki leniwy. Można było przyswoić sobie więcej hiszpańskich słówek, ale sie nie chciało. Rozumiejąc niektóre wyrazy, a reszty się domyślając stwierdzamy, że całą noc spędzi na plaży stróżując. Żegna nas słowami: ”Bueno sueno”.
Idziemy na shows. W porównaniu do tych z wcześniejszych hoteli jest ... słabe. Ciężko nam wysiedzieć do końca, tym bardziej że Fabian ciągle wydzwania.
Kiedy wychodzimy z hotelu on już czeka. Niechętnie mówi, że strażnik przed chwilą zwrócił mu uwagę .... Nie powinien przesiadywać przed hotelem. Nie wolno!!! Nieważne, że czeka na przyjaciół. Jeśli zaraz nie odejdzie zjawi się policja.
Ruszamy.
Oprowadza nas po okolicznych barach. Jedno trzeba przyznać. W Sosua kwitnie nocne życie. Ludzie stoją w mniejszych lub większych skupiskach nieopodal kawiarni i pubów. Przechodzą z baru do baru. W słabym świetle latarń mieszkańcy zlewają się z turystami. Gra muzyka ... w lokalach ... samochodach. Im bliżej jakiejś dyskoteki tym tłoczniej. Tym gwarniej. Tym liczniejsi kierowcy motochonchos.
Przewijamy się po kilku knajpach. We wszystkich dominującą przewagę liczebną mają ... p a n i e n k i. PANIENKI !!!
Stoją na ulicy, chodnikach i przy wejściu do barów. W grupce lub ustawione w prostej linii. Niektóre są zajęte rozmową między sobą lub ... potencjalnym klientem. Inne patrzą wyczekująco ... Część z nich przechadza się kocim krokiem przeciągając i prężąc ciało. Pewien człowiek powiedział kiedyś “Atrakcyjność to kwestia ruchu”. Nie kłamał ... I faktycznie mają w sobie coś z czarnego kota. Błysk w oczach na widok łakomego kąska??? O ich wieku nie ma sensu pisać. Podejrzewam, że rozpiętość mogłaby niejednego zszokować.

Ale kobiety na Dominikanie są piękne. Egzotyczne. Jak lalki. Uśmiechnięte. Słodkie. O zaskakującej gracji dzikiego zwierzęcia. Nie ważne czy stoją, siedzą czy tańczą. Zawsze roztaczają wokół siebie piekielny czar. To diabły wcielone. Chodzą kołysząc biodrami. Spoglądają spod przymrużonych powiek. Kiedy któraś się do ciebie uśmiechnie masz wrażenie, że otworzyłeś muszle z perłą. Taki blask w sobie mają. Taką zmysłowość. Siła ich niebezpieczeństwa rośnie wraz z siłą ich pożądania. Kuszą, wabią i nęcą. Zwiastunki przykrych konsekwencji lub miłych wspomnień ... Dla mężczyzn którzy nie potrafią (lub nie chcą) oprzeć się takiej pokusie ...
Są też faceci, którzy świetnie ją zwalczają. Jak??? - Ulegając jej!!!

Zawracamy. Idziemy z Fabianem do baru, gdzie pracuje jego siostra. Ale ona już skończyła pracę. Kupujemy piwo. Słuchamy muzyki. Bar jest niewielki i skromnie urządzony. Turyści raczej tu nie zaglądają. W oknach nie ma szyb, lecz drewniane, krzywe paliki oblepione pnączem. W środku dwa stare, okrągłe stoliki z plecionymi, ciężkimi krzesłami. I jeden na zewnątrz.
Wysoki barek. A obok na ścianie dwie malutkie półki, na których wystawiono butelki z piwem. Przed kontuarem, tuż obok wejścia na drewnianym, skosmaconym cokole stoi duże, stare radio. Jedyną oznaką czegoś bardziej zbliżonego do naszych barów to ... firmowa lodówka Coca-Coli.
Fabian cały czas gada jak najęty. Ale czyni to w ciekawy sposób. Przyjemnie go słuchać. Z głośników płynie muzyka. To zakazana niegdyś na Dominikanie - sentymentalna bachata. Dwie ubrane na różowo barmanki zaczynają ze sobą tańczyć. Spoglądają nieśmiało na chłopaków. Hmmmmm ..........
Chwilę później wychodzimy na środek i tańczymy merengue. Następnie seria fotek za barem ze wszystkimi. Mąż pogrąża się w rozmowie ze starszym mężczyzną, którego wesoły śmiech kobiet ściągnął z zaplecza. Dziewczyny (jak dwie różowe landrynki) wychodzą na zewnątrz. Szeptają między sobą. Kiedy dołącza do nich Fabian szmer cichnie. Przez chwilę coś im tłumaczy ... i tłumaczy ... a potem ... jeszcze tłumaczy. Wracają do środka. Milknie muzyka. Gasną światła. Koniec pracy. Wychodzimy.
Uderza w nas duszne, ciepłe powietrze. Spoglądam w niebo. Na rozpostartym, czarnym płaszczu nocy błyszczą miliony gwiazd. Takie same, jak w oczach dominikańskich kobiet.
Wracamy do hotelu. Po drodze wstępujemy na krótko do domu Fabiana. Chce byśmy poznali jego siostrę. Ale ona śpi. Fabian wchodzi pierwszy. Zapala światło. Czekając przed drzwiami słyszymy wesoły głos naszego kolegi i drugi, rozespany jego siostry. Chłopak zaprasza nas do środka. W oczy rzuca się skromne wyposażenie pokoju: wielkie łóżko, mała szafka i stoliczek. Cały pokój łącznie z sufitem pomalowano na jasny, niebieski kolor. Taki sam odcień ma stolik i szafka. Siostra Fabiana odpowiada na powitanie, ale nie wystawia głowy spod przykrycia. Nie chcemy przeszkadzać. Żegnamy się szybko i opuszczamy dom.
Wracamy do hotelu. Nasz przyjaciel (po raz pierwszy na Dominikanie) jest zachwycony wszystkim co go otacza. Nie czuje zmęczenia. Wraca z Fabianem na miasto.

Klinknij, aby przejść do części piątej.

Więcej zdjęć na dominicana.com.pl
_________________
Dominikana
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template spacevision v 0.3 modified by Nasedo. Done by Salseros

Forum dominikana

Dominikana wakacje, zdjęcia, informacje

Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 10